Tatry

Rześki chłód poranka współgra z intensywnym zapachem łopianu rosnącego nad strumieniem. Delikatne mgły snują się po dolinie. Gdzieś powyżej, ponad lasem i kosodrzewiną słońce ogrzewa już skaliste szczyty. Zza ostrej grani wyłania się sylwetka kozicy. Wkrótce kolejna i kolejna… całe stado.
Powoli przechodzą na hale poniżej, tam gdzie szlak nie dociera, gdzie spokój i cisza.


Tatry – nasze polskie, kieszonkowe Alpy. Tutaj doliny, kotły, żleby, szczyty i turnie – wszystko na miarę człowieka. W dolinach rozsiadły się klimatyczne drewniane schroniska zawsze otwarte dla strudzonych wędrowców. Niedaleko przycupnęły pasterskie szałasy – takie same od setek lat – drewniane, proste, dające schronienie wypasającym owce góralom. To dzięki nim, a raczej samym owcom hale nie zarastają, a wczesną wiosną pokrywają się fioletowymi kobiercami krokusów (szafranu spiskiego).

Zachwycające i niebezpieczne, uczące pokory śmiałków, przezorności lekkoduchów. Od lat natchnienie artystów – malarzy, poetów, fotografów. Chociaż niby dobrze znane, zawsze trochę inne, tajemnicze, zaskakujące. Piękne o każdej porze roku, o każdej porze dnia… Tatry – klejnot Karpat.